Tym razem nie obudziłam się zdenerwowana. Wiedziałam, że nie zrobiłam nic czego bym później żałowała. Nieco zaspana, zwlokłam się z łóżka. Niestety nie mogłam się wylegiwać, praca w sklepie czeka. Było kawałek przed ósmą, całkiem sporo czasu. Powolnym krokiem wyszłam z pokoju...eee...jak się domyślam Jared'a. W domu panowała kompletna cisza. Trochę krępujące.
- O cześć, już wstałaś. Zrobiłem kanapki, wcinaj.
- Hej. Dzięki. Wszyscy już poszli?
- No co ty. Shann śpi na kanapie i Bóg wie kiedy się ruszy, Ellie śpi u niego w pokoju, a Tomo z Vicky śpią w gościnnym.
- A gdzie ty spałeś.
- No...yyy... z tobą. To znaczy po drug...
- No tak tak wiem o co chodzi.
- Ja po prostu nienawidzę spać na kanapie.
- A czy ja coś mówię? Twój dom, twoje zasady. A w ogóle to czemu tu siedzisz?
- Szkoda dnia. Nie no tak na serio to mnie głowa boli jak cholera.
- Uuu, historia się powtarza, kac morderca nie ma serca. Weź proszki.
- Skończyły się.
- To żeś się zaopatrzył.
- No co, bywa...
- Czekaj mam coś w torebce.
- O świetnie to ja wezmę.
- Spoko... Nie! Czekaj! Ja ci podam.
- Jezu okej. Co ty tam niby masz?
- Nic, nic. To tylko tak dla zasady. - Boże mało brakowało...Ale by by wstyd. Chociaż, w sumie to nie jego sprawa lecz tak czy siak wole by była to tajemnica, nie każdy musi wiedzieć co robię w wolnych chwilach, a szczególnie, że mój wolny czas obejmuję właśnie takowe rozrywki.
- Dobra nie wnikam. - I całe szczęście...
- Dzięki za kanapki, ale ja się już muszę zbierać.
- To ja cię podwiozę.
- Może lepiej nie.
- Daj spokój nie będziesz szła tyle na piechotę.
- Jak chcesz, ale najpierw do domu.
- Oczywiście szefowo.
***
Jared cierpliwie najpierw zawiózł mnie do domu a później do pracy. Lubię spędzać z nim czas, dobrze się z nim bawię. A ten hamak to jest bardzo dobry pomysł. Też taki chcę. Tego dnia całkowicie skupiłam się na swojej pracy w sklepie muzycznym, bo ostatnio zdarzało mi się ją zaniedbywać. Ruch był jak nigdy, ludzi jak w okresie Bożonarodzeniowym, ale narzekać nie mogę, zeszło nam sporo towaru. Godziny mojej pracy małymi kroczkami dobiegały końca. Nie byłam zmęczona ale odczuwałam niezwykłą potrzebę zajrzenia do torebki i zasięgnięcia odpowiednich środków, że tak powiem, lecz zrobić tego jak na złość się dało, za duży ruch. Muszę czymś zająć myśli. O właśnie, a co z tym gościem od zdjęć? Muszę szybko wrócić do domu i sprawdzić pocztę. Ciekawe czy odpisał. Ale, że ktoś się zainteresował moimi fotografiami? No w życiu bym nie uwierzyła. W sumie to trochę podejrzane, ale dobra może faktycznie coś z tego wyjdzie. Dobra nareszcie mogę wyjść. Pożegnałam się z Mike'em i najszybciej jak mogłam wyszłam. W autobusie na całe moje szczęście nie było tłumu. Po drodze wstąpiłam jeszcze do najbliższych mojemu domu delikatesów. Nałóg nałogiem, ale kakao się samo nie kupi. Kupiłam potrzebne mi rzeczy i dalej w drogę. Wpadłam do domu, rozsypałam zawartość małej saszetki....tak, tego potrzebowałam, od razu mi lepiej. Oj już widzę przed sobą Mike'a " Lizz, co ty robisz ze sobą, dziecko!" i takie tam bla bla. No jeszcze wcześniej mi wspomniał, za kadencji mojego ex, że powinnam coś robić z życiem, nie marnować go, no i proszę, ja się świetnie bawię. Chodzę uśmiechnięta, jest mi w życiu dobrze czego więcej mi potrzeba?
Wzięłam laptopa bo już mnie zżerała ciekawość czy mi odpisał czy nie. Jest! Odpisał!
"Jako nasz termin spotkania, proponuję przyszły piątek o 19 w kawiarni na Poolside street. Na spotkanie proszę zabrać pendrive'a z lepszymi według pani zdjęciami.
Pozdrawiam
M.Bridge"
"W takim razie do zobaczenia w piątek o 19.
Pozdrawiam
E.Gartner"
Poolside st. No okej. Trochę daleko, ale co tam, czego to się nie robi żeby się wybić. W miarę powoli działanie narkotyku ze mnie zeszło, także mogła iść o klubu po przesyłkę. Wzięłam bluzę z wieszaka, telefon i wyszłam. Byłam tam już tyle razy, że doszłabym tam z zamkniętymi oczami.A praca sama w sobie okazała się bardzo fajne, myślałam, że zupełnie inaczej to będzie wyglądać, no oczywiście to, ze sama zaczęłam brać to tego nie planowałam ale nie jest mi z tym źle. Wręcz przeciwnie, zmiana towarzystwa plus to, wyszło mi całkiem na dobre.
Po kilku minutach doszłam na miejsce. Nie owijając w bawełnę weszłam do pokoju gdzie Jake urzędował, szybko się przywitałam, zapłaciłam za swoją kolejną działkę, paczka w dłoń i jedziemy. Klient nie mieszkał bardzo daleko, jakieś pięć przecznic stąd. Na piechotę spokojnie dojdę. Całkiem spora ten pakunek. Pewnie jakiś mega nałogowiec. Albo się po prostu zaopatruję na dłużej. Nie wiem, nie wnikam. Gdy znalazłam się pod blokiem, wystarczyło już tylko zadzwonić, numer znałam od szefa wcześniej, więc nie było problemu z wejściem. Na samym wejściu do budynku było słychać dźwięki muzyki. Widocznie dobra impreza. Nawet nie patyczkowałam się z pukaniem do drzwi, i tak by mnie nikt nie usłyszał. Po prostu weszłam do środka. Łał, wszystko schlani równo, inni naćpani. A ja, z tego co się domyślam, niosę dostawę. No nic, nie moja sprawa. Zaczęłam pytać gości czy nie widzieli gospodarza. Szukać długo nie musiałam, siedział na kanapie z jakimiś kumplami pijąc przy tym piwo. Jak mnie zobaczył widział po co przyszłam. Pokazał palcem do mnie, mając na myśli, że zaraz przyjdzie. Przyszedł po minucie z dość pokaźnym plikiem banknotów. A część z nich jest moja!
- Może chcesz trochę? Skoro już szłaś tutaj taki kawał? - Nie powinnam tego robić z klientami...A chrzanić to.
- Skoro proponujesz... - Szybka akcja i do domu. No może nie tak od razu, najpierw do klubu zdać kasę. Jake jak zawsze zadowolony dał mi część dorobku i odprawił. Byłam rozbudzona, miałam ochotę zrobić tyle rzeczy, ale na żadną nie mogłam się zdecydować. Nareszcie doszłam do bloku. Jakiś samochód skręcił na parking obok przy czym oślepił mnie światłami. Czekaj, znam to auto. No patrz kto to przyjechał. Jared, nie kto inny.
- Zobaczcie kogo to przywiało.
- No nie no Lizz!
- Co?
- Zepsułaś mi niespodziankę.
- Ups... A właściwie to jaką niespodziankę?
- No mówiłaś, że lubisz dobre filmy, więc pomyślałem, że możemy razem jakiś obejrzeć. Co ty na to? - Oczy świeciły mu się jak małemu dziecku, no jak można im odmówić?
- Czemu nie? Chodź na górę. Mam kakao, trafiłeś idealnie.
- A jakie lubisz filmy? Bo nie wiedziałem co wybrać, to wziąłem wszystkiego po trochu.
- Dobre pytanie. To znaczy, yyy... hmmm. Ciężko określić. O wiem, wszystko byle nie horrory.
- Boisz się?
- Nie no co ty... - Odwrócił się i zaczął cicho śmiać przy czym mnie tylko jeszcze bardziej zirytował.
- To wcale nie jest śmieszne!
- Dobra przepraszam. Wziąłem coś z James'em Dean'em, jakąś komedie, akcja, i kilka innych.
- Czemu akurat z James'em?
- Przez bluzkę...
- Trafiłeś w dziesiątkę.
- Uff... To dobrze, więc możemy brać się za oglądanie.
- Jeszcze nie, najważniejszej rzeczy nie mamy. Kakao
- Okej, to pomogę co je zrobić.
- Może lepiej nie, dam rade sama.
- Jak chcesz.
Po paru minutach można było zaczął oglądać film. Mimo to, że film był bardzo dobry a kakao pyszne i gorące to i tak nie zbierało się nam na oglądanie. Lepiej się nam rozmawiało, zresztą jak zawsze.
- A jak tam ekipa po wczorajszym ognisku? Skacowani?
- Nie koniecznie, może Shannon trochę, ale u niego to w miarę normalne.
- A El?
- Wszystko z nią dobrze, Shann później zawiózł ją do domu.
- Coś się chyba razem skumplowali, z tego co widzę.
- I dobrze przynajmniej gdzieś z tego domu wychodzi.
- To oni się spotykają tak między tymi naszymi posiadówkami?!
- No jasne, nie wiedziałaś?
- Jeszcze mi się nie zdążyła El pochwalić.
- Znaczy no wiesz, nie prorokujmy nie wiadomo czego, jak na razie to można powiedzieć, że są przyjaciółmi, tak jak my.
- No tak, tak. Bez przesady.
- A chciałabyś?
- Chciałabym co?
- Żeby byli razem? - Zaskoczył mnie tym pytaniem. Czy faktycznie bym chciała, żeby moja najlepsza i jedyna przyjaciółka się z kimś związała?
- To znaczy, jeśli El by tego chciała to jestem jak najbardziej za. Bardzo Shannon'a lubię więc czemu nie?
- Szczera jesteś.
- Wiem, to wada.
- Raczej zaleta. Będę wiedział, że nie łatwo mnie okłamiesz.
- A dlaczego miałabym cię okłamywać?
- Tak tylko mówię, że mam tają broń przeciw tobie.
- Już ty się nie bój, przeciwko tobie też jakąś znajdę...
- Mam się bać?
- Powinieneś.
Starałam przybrać poważną minę, ale nigdy nie by,lam dobrą aktorka, więc tylko boje zaczęliśmy się śmiać. Tak szczerze mogę przyznać, że Jared stał się dla mnie praktycznie jak przyjaciel. No bo kto by się zorientował po tej akcji z koszulką, że uwielbiam Dean'a? Mogła po prostu taką mieć. Podziwiam pomysłowość.
- A jak u ciebie w pracy?
- A nieźle dzięki. A co u ciebie? Gdzieś jedziecie czy coś takiego?
- Tak, pojutrze jedziemy do Waszyngtonu dać parę wywiadów, jeden koncert, sesja i już nie pamiętam.
- Jak to nie pamiętasz?
- To już nie moja działka. Po to zatrudniłem Emmę - asystentkę, żeby to ona wszystko pamiętała i mi przypominała. Mam bardzo słabą pamięć, gdyby nie ona to nie wyjeżdżałbym tak często.
- A na jak długo jedziecie?
- Na trzy dni. Zleci nie wiadomo kiedy.
- Żadnych poważniejszych rzeczy, trasa czy coś?
- Takich rzeczy się nie zdradza ale tobie mogę powiedzieć, planujemy trasę ale ogłoszona zostanie dopiero za dwa tygodnie, ruszamy za miesiąc.
- Widać, że już się doczekać nie możesz. A gdzie ta trasa i na ile jedziecie?
- No pewnie, że się ciesze, w końcu robię to co lubię. Jedziemy w trasę po Europie, na około pół roku.
- Pół roku?!
- Tak, coś się stało?
- A kto będzie ze mną oglądał filmy i pił gorące kakao?
- Ooo no zobacz, nie przewidziałem tego...ale nie martw się zmieścisz się do walizki i jakoś damy rade z tymi filmami.
- Wiedziałam, że mnie nie zostawisz i coś wymyślisz. Nie no tak na poważnie, to pierwszy raz oglądamy film ale się za tym stęsknię.
- Nie tylko ty.
- Dobra koniec tych czułości bo się rozkleimy obydwoje.
- Wiesz jakie mam z tobą najlepsze wspomnienie?
- Dajesz, jakie?
- Kiedy tak stałaś przede mną z poplamioną bluzką. Byłaś taka zła, wyglądałaś tak śmiesznie, że teraz cieszę się, że to była moja robota.
- Świnia z ciebie wiesz?
- Ja też cię bardzo lubię Lizz.
Przegadaliśmy tak calutki wieczór, strasznie miło było popatrzeć na Jared'a takiego zadowolonego, w swoim żywiole. Widać było po nim, że aż się pali żeby jechać tą trasę, a ja cieszyłam się razem a z nim ale z drugiej strony z nikim od dawna tak dobrze mi się nie rozmawiało. Można tez przez telefon, Skype czy inne komunikatory ale to nie to samo. Postanowiłam nie psuć sobie już dalej wieczoru i do końca faktycznie o tym nie myślałam. W końcu Jared musiał wracać, jutro szłam do pracy, więc tez długo nie mogłam siedzieć. Pożegnaliśmy się uściskiem i wyszedł. Byłam już taka padnięta tą rozmową i filmem, że położyłam się na kanapie, nie chciało mi się iść do łóżka. Jedno wiem, że koniecznie po pracy jutro muszę pogadać z El o Shannon'ie. Dlaczego mi nic nie powiedziała, że się spotykają?!
***
Na szczęście w sklepie nie było dużo do roboty tego dnia, więc szybko wyszłam ze sklepu i od razu do parku bo tam się z nią umówiłam. Ellie jak zawsze punktualna, już siedziała na umówionej ławeczce w głębi parku.
- Hej!
- O hej! Co tak długo?
- Przepraszam, korki.
- Okej. To co u ciebie?
- O to może ja powinnam się spytać, co u ciebie słychać?
- U mnie po staremu.
- Oj chyba nie.
- O co ci chodzi, powiedz wprost bo nie podobają mi się te podchody.
- Ptaszki mi wy ćwierkały, że ktoś tu się z Shann'em spotyka.
- Oj bez przesady, dobrze nam się rozmawia, tak samo jak tobie z Jared'em!
- A ty skąd wiesz?
- Ptaszki wy ćwierkały. I tylko to chciałaś wiedzieć?
- No to mnie interesowało najbardziej, bo byłam zła, że dowiaduje nie od ciebie takich rzeczy.
- Wzajemnie, dobra teraz wszystko na bieżąco, okej?
- Okej
Po dłuższej rozmowie z El, dowiedziałam się, że ona także wie o wyjeździe do Waszyngtonu. Co lepsze, że redakcja Ellie wysyła ją w tym samym czasie również do Waszyngtonu. Co oznacza, że będzie z chłopakami się widzieć, a co gorsze, że ja zostaje sama w LA.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz