~ Tak wiem, nawalam. Słabo idzie to pisanie. Powiem szczerze, że doba ma za mało godzin, trochę mi ostatnio nie styka czasu. A jak już znajdę chwilę to idę spać xd Ten rozdział troszkę króciutki no ale jest... Tak czy siak wiedzcie, że o was pamiętam cały czas jesteście w szufladce "pilne do zrobienia", bardzo się ciesze, że ktoś tu zagląda od czasu do czasu bo cały czas liczba wyświetleń rośnie :) Happy! happy! happy! Enjoy...
Jared:
Wszedłem z Ashley na salę gdzie odbywała się cała akcja charytatywna. Za nami było kilka fotoreporterów ale dzisiaj nie specjalnie miałem ochotę na stanie, uśmiechanie się i pozowanie do zdjęć. Nie chciałem też płoszyć mojej dzisiejszej towarzyszki, chociaż z tego co widziałem te całe flesze i nawoływanie do pozowania to specjalnie jej nie przeszkadzały. Widać było po niej, że jest pewna siebie i swobodna w takiego typu towarzystwie. Sprawiała wrażenie jakby się tym nie przejmowała, że ludzie na nią patrzą. A było na co popatrzeć... Miała na sobie piękną, długą, białą suknię z dość nietypowymi zapięciami. Dziwnymi dlatego że dwa suwaki były umieszczone przy złączeniu ramion i materiału zakrywającego brzuch, idealnie wszyty tak aby ściągał materiał przy talii. Wspomnę jeszcze że odkrywała całe plecy. Do tego poruszała się stabilnie, można powiedzieć że jak modelka na wybiegu na ogromnych obcasach. Tak trzeba jej przyznać, jest bardzo seksowna... I mogę się założyć że wie co z czym się je w tych sprawach. Jezu, Leto stop! Miałeś przestać myśleć o kobietach w ten sposób. Ale z drugiej strony to weź tu się człowieku oprzyj jak tu tyle odkryte i do tego taka ładna... W środku było osób, a pora była usiąść. Na szczęście stolik był blisko więc szybko podszedłem z Ashley i wpierw odsuwając jej krzesło, usiedliśmy i czekaliśmy aż wszystko się zacznie. Shannon'a jeszcze nie ma pewnie znów za późno wyjechał, jak to on zresztą.
- Twój brat nie przyjdzie?
- Będzie, na pewno będzie. Tylko, widzisz na starość jak człowiek nie nosi zegarka to ciągle się przez to spóźnia. Tak, to cały Shannon.
- Zapamiętam to sobie.
- I bardzo słusznie. - O wilku mowa, w naszą stronę zmierzał właśnie mój straszy brat razem z tak jak wcześniej podejrzewałem Ellie. I dobrze, że kogoś zabrał bo siedział by tak sam a El jest bardzo specyficzną osobą, ma osobowość typowej panienki. Ale przyznam że bardzo ją polubiłem. Dobrze by było jakby coś z tej znajomości z Shann'em coś wynikło. Przydałaby mu się dziewczyna. Wracając do moich przeczuć, tak jak również wcześniej myślałam, że gdy tylko zobaczy Ashley to zacznie kręcić tym swoim wścibskim nosem bo tylko podszedł do stolika to jego mina mówiła "Jay, do jasnej cholery kto to jest?!". No może nie dokładnie to mówiła ale coś w tym stylu. El na szczęście tylko stała i patrzyła się z uśmiechem na każdego, chociaż mogę się założyć, że nie przypadną sobie do gustu.
- O hej już jesteście. Chciałem wam kogoś przedstawić, Shannon, Ellie to jest Ashley Jones i będzie mi towarzyszyć dziś wieczór.
- Bardzo mi miło was poznać. - Ashley powoli wstała i wyciągnęła rękę w stronę El a potem Shann'a.
Miałem racje bo zanim El ją uścisnęła to zlustrowała ją od góry do dołu. Kobiety... A brat to tylko prychnął coś pod nosem i powiedział cześć. Resztę wieczoru kiedy ktoś ciągle gadał na niewielkiej scenie, siedzieliśmy wszyscy bez słowa. Ta cała gadka trwałą z godzinkę może krócej, ogólnie wiało niesamowitą nudą tylko bla bla bla. Gdy to się skończyło można było iść do barku albo wyjść na parkiet i potańczyć albo po prostu siedzieć i rozmawiać. Innymi słowy dosyć nie typowa ta impreza. No ale my jak siedzieliśmy tak siedzimy dalej i robiło się coraz bardziej niezręcznie. Nie wytrzymałem tego dłużej.
- Nie wiem jak wy ale my idziemy trochę z Ashley potańczyć. - Po moich słowach wstaliśmy.
- Coś nie zbyt komfortowa sytuacja, co?
- Nie da się nie zauważyć...
- A czemu takie spięcie, pokłóciliście się czy coś?
- A można tak powiedzieć. Mój bart często ma jakieś fochy. - Ta, fochy. Akurat u Shann'a to zjawisko prawie nieosiągalne, to jest ten typ, który zazwyczaj rozwiązuje problemy w zarodku. No ale jej chyba nie powiem, że a no wiesz mój brat jest spoko tylko razem z jego koleżanką nie przepadają za tobą. Albo prościej mają cię za kolejną sukę, z którą zacząłem się spotykać. - No ale odbiegając od tematu to jak ci się tu podoba?
- Jest świetnie. Bardzo dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - O tak, tańczy się z nią cudnie. Taka zgrabna i szczupła. W końcu po kilku rundkach obrotów i zawirowań, postanowiliśmy się czegoś napić. I chyba El postanowiła przełamać lody, bo po chwili zaczęła rozmawiać z moją towarzyszką.
- A tak w ogóle to jak się poznaliście?
- Ashley robiła ze mną wywiad, a że nie miałem kogo zabrać tutaj to stwierdziłem czemu nie i oto jesteśmy.
- To świetnie... - Już miała zadać kolejne pytanie ale coś mi mówiło, że nie wyniknie z tego nic dobrego więc czym prędzej a parkiet. Potem tylko widziałem jak coś do siebie powiedzieli i stuknęli się kieliszkami. Potem specjalnie na nich nie patrzyłem bo siedzieliśmy z Jones przy barku rozmawiając i poznając się.
- To jak tam, idziemy do nich?
- Wolałbym nie.
- Wiem, tak tylko sprawdzałam co powiesz. - Wzięła łyka tequlli. - Oni mnie nienawidzą.
- Nie no co ty zdaję ci się, po prostu za krótko ich znasz.
- Jared, nie pogrążaj się, doskonale wiem z kim w przyszłości obalę butelkę procentów a z kim nie. I to między innymi tamta lansowana lala.
- Ej no bez przesady, El jest fajna.
- Tylko ci się wydaję.
- No mniejsza z tym, ja tam ją lubię. Zaraz, zaraz a wiedziałaś, że ze mną obalisz butlę procentów?
- No jasne, że tak.
- A po czym to stwierdziłaś?
- Jesteś fajny, przystojny, masz gadane więc czemu by nie?
- Hoho odważnie. A co jeśli by się nie sprawdziło?
- To zmarnowała by się ta cała butelka. - Wzięła do ręki kieliszek pokazując by jej dolać. Jak tak dalej pójdzie to wszyscy doskonale wiedzą jak to się może skończyć... Ale nie ma co fajna jest...
- Dobrze mi się z tobą gada, jak będziesz kiedyś w Los Angeles to zadzwoń, wyskoczymy na jakiegoś drinka czy coś tym stylu.
- Mówisz masz, nawet wiesz co? Tak się składa, że niedługo tam będę.
- Gadasz?
- Nie no serio. Obiecuję zadzwonię.
- Trzymam za słowo. - W ten sposób zalani jak cholera, przegadaliśmy większość imprezy przy barku. Nawet zbiłem jedną szklankę za co barman patrzył się na mnie dziwnie. Ale co tam, to tylko szklanka. Oszczędziłem mu zmywania.
- Dobra nie wiem jak ty, ale ja bym chciała już wracać do domu... padam, po prostu padam...
- Oj tak, dobrze mówisz. To chodź może złapiemy jakąś taksówkę. - Na dworze było dosyć chłodno, ale szczęście nam dziś dopisywało i nie musieliśmy długo czekać na taryfę.
- To była bardzo, ale to bardzo upojna noc w naszym wykonaniu panie Leto.
- Nie zaprzeczę panno Jones. I bawiłem się świetnie.
- Ja też. Było super. - Po jakimś czasie byliśmy już na miejscu.
- To co, będę się zbierał.
- Oj weź. Noc jeszcze młoda, może wpadniesz na minutkę lub dwie?
- A w sumie co mi szkodzi. - Zapłaciłem za taksówkę i poszedłem śladem Ashley. No, proszę proszę, komuś się tu całkiem nie źle powodzi. Blok, w którym mieszkała był dosyć spory, a po wyglądzie holu można dostrzec, że trochę trzeba mieć kasy żeby tu zamieszkać. Szliśmy prostu korytarzem prowadzącym do windy. Całe szczęście o tak późnej porze nikt nią nie jeździł więc szybko wjechaliśmy na górę. Chwila szukania kluczy i wow...
- No, widzę że dobrze ci się tu mieszka.
- Nie zaprzeczę. Nie jest tu tak źle.
- To w takim razie ja jestem bardzo ciekawa jak jest u ciebie we tej willi i LA.
- A byłaś kiedyś w klubie ze striptizem?
- Eee.. haha. A co to za pytanie?
- No mniejsza, to właśnie mój dom to taki burdel, wszystkiego jest po trochu.
- Żebyś wiedziała. Chociaż te niektóre szpargały Shannon'a to szczerze wywaliłbym za okno, prosto do basenu. Albo nie! Za bardzo lubię gościa od basenu, nie pamiętam jak się nazywa...
- No to mamy kolejną beznadziejną okazje to napicia się. - Podeszła do dużego, białego barku i wyciągnęła dwa kieliszki na wino oraz jego butelkę.
- Za biednego gościa od basenu.
- Za gościa! - I w taki oto sposób rozpoczęliśmy kolejną popijawę, którą z moich głębszych przemyśleń, trzeba było niedługo skończyć, ale kto by tam się słuchał przebłysków tych dobrych myśli. Strasznie ciepło jest w tym mieszkaniu, no idzie się ugotować. Odwróciłem się na chwilę żeby zdjąć marynarkę a gdy się już odwróciłem zastałem niezły widok...
- No nie! Ale ze mnie niezdara... - Gdy się odwróciłem zobaczyłem resztkę wina, a dokładniej to resztkę tego wina na jej białej sukience. Ciekawy widok, chociaż wcale nie fajny jeśli chodzi o późniejsze problemy z usunięciem plamy.
- No wiesz zdarza się. Ale zobacz nie ma tego złego, zapodasz projekt takiej sukienki jakiemuś projektantowi i się na tym wybijesz. Jeszcze się później będziesz z tego śmiała!
- Skoro tak mówisz... A teraz pomóż mi ją odpiąć. - Odwróciła się zalotnie przerzucając włosy to z jednej strony jej gołych pleców bym mógł rozpiąć suwak, to na drugą by rozsunąć kolejny.
- Dziękuję...A teraz poczekaj tu chwilę a ja pójdę się przebrać. - I odeszła w stronę, któregoś z pokoi zostawiając mnie samego przy barku. Do tego bardzo dobrze wyposażonym barku. Ogólnie, jak to kobiety, to miała ładne mieszkanie. Nowoczesne, bo panował ogrom bieli połączonej z beżem, kawą i trochę czerni do tego jakieś dodatki ale i tak ograniczone do minimum.
- Jared? Mógłbyś mi jeszcze w czymś pomóc? - Czyżby jeszcze jeden suwak do rozsunięcia w tej diabolicznie pięknej sukni?
- Już idę! - No co zrobisz? Nic nie zrobisz, trzeba się pofatygować. Jakby nie patrzeć to długie to mieszkanie. Już chyba jestem serio zmęczony żeby zastanawiać się nad takimi rzeczami jak wymiar czyjegoś domu.
- Co się... - I zanim zdążyłem dokończyć to o mało co się nie wywaliłem bo poczułem, że Ashley z rozbiegu na mnie wskakuje, oplata nogami w pasie i zaczyna całować. Wow... Odważna dziewczyna. No nie powiem, że mi się nie podobało bo było fantastycznie. Oparłem się lekko o ścianę by było nieco wygodniej. Położyłem dłonie na jej biodrach i zacząłem wodzić nimi wyżej i gdy doszedłem do okolic łopatek, spostrzegłem miłą niespodziankę, a jaśniej mówiąc to moja najnowsza znajoma postanowiła przejść od razu przez grę wstępną bo sama pozbyła się stanika pozostawiając tylko dolną część bielizny. Ale żeby nie było tak pięknie, bo zawsze coś musi siać zamęt w takich momentach to obudziło się szanowne sumienie. Inna sprawa, że przez wcześniejszą część wieczoru nic się nie odzywała i wręcz nakazywała pić ile tylko dusza zapragnie ale teraz oczywiście musiało przemówić. Jared, nie rób tego, będziesz żałował, obiecywałeś że nie będziesz tak więcej robił, koniec z takimi numerkami, a druga strona na to weź przestań nie masz dwudziestu lat, długo już nie pożyjesz, co ci tam szkodzi, może wyjdzie cosa dobrego z tej historii, nie spróbujesz to się nie dowiesz...
- Pieprzyć to... - Nic nie odpowiedziała, tylko poczułem na ustach, że się lekko uśmiechnęła. Nagle odczepiła się od mojego tułowia i stanęła na nogach nie przerywając pocałunku po czym zaczęła powoli rozluźniać mi krawat. Dalej w ruch poszła koszula i pasek od spodni. Zanim zdążyła posunąć się dalej, podniosłem ją aby jeszcze raz oplotła się nogami i przeniosłem całą akcje do łóżka, potem po prostu odpłynąłem...
Rano obudziło mnie cholernie wkurzające dzwonienie telefonu. Już miałem powiedzieć żeby ktoś to wyłączył ale otworzyłem oczy i przypomniałem sobie całą nocną przygodę z niczego sobie blondynką. Szybko założyłem spodnie i wyszedłem z pokoju by jej czasem nie obudzić. Nawet nie patrząc na wyświetlacz wcisnąłem zieloną słuchawkę.
- Jared, można wiedzieć gdzie ty do jasnej cholery jesteś?!
- Ja...
- Ty, matole! Czy chociaż wiesz że dziś wylatujesz do Los Angeles?
- Wiem.
- A może wiesz jeszcze gdzie się aktualnie znajdujesz?
- Emma spokojnie, po co te nerwy, wiem doskonale gdzie jestem. Nie musisz się tak martwić.
- Martwić? Już sobie nie schlebiaj, proszę cię. Przypominam tylko że dziś wieczorem masz lot to domu.
- Emma a mogłabyś być taka dobra i przełożyć mój lot?
- Serio?
- Nie dla zabawy wiesz.
- A co takiego cię zatrzymuje w Waszyngtonie?
- No nie ważne. Zrobisz to?
- Dobra. A co powiedzieć Shannon'owi?
- Co tam chcesz, możesz nawet powiedzieć żeby się nie interesował, tak ode mnie.
- Jak sobie chcesz. Na razie.
- Cześć. - Uf, dobra jedna sprawa jakoś załatwiona. Bratem to się raczej nie muszę przejmować. Zostaję tylko Ashley. Co z tym zrobimy? W sumie było fajnie, nawet bardzo... Może by coś z tego wyszło. Później o tym pomyślę, może blondi będzie wiedziała co o tym myśleć, jak na razie to czuje suszę. Wody. O tak woda to jak na razie jedyny związek, który mi potrzebny. Poszedłem do kuchni i wygrzebałem z lodówki zimną butelkę. Pijąc zerknąłem na ekran komórki, o rany już 13? Trochę zabalowałem, nie powiem że nie.
" Lot masz przełożony na jutro o 10. Nie ma za co."
" Wiesz, że jesteś najlepsza?"
"Wiem"
Krótko zwięźle i na temat. To w Ludbrook jest świetne, dlatego jest najlepszą asystentką pod słońcem.
- Z kim tam piszesz przystojniaku? - Nawet nie usłyszałem kiedy otworzyła drzwi od sypialni, teraz siedziała ubrana w długą bluzkę i krótki spodenki ukazujące jej długie zgrabne nogi.
- Z asystentką, nie wylatuje dzisiaj tylko jutro.
- O to dobrze, a dlaczego tak?
- Chciałem spędzić z tobą jeszcze jeden dzień.
- O jak miło z twojej strony!
- Tak sobie pomyślałem, że nic mnie aż tak nie ciągnie do domu więc czemu nie zabawić tu jeszcze chwilę?
- Wspaniały pomysł!
- To co jakieś opcje na dzisiaj?
- Jakiś klub? Zakupy? Co chcesz, znam miasto jak własną kieszeń, możemy iść gdzie chcesz.
- Brzmi obiecująco...
- A wieczorem, gdy nie będzie już co do roboty, można zawsze powtórzyć dzisiejszą noc...
- Bardzo dobry pomysł...
- Ale puki co, to wychodzimy gdzieś na miasto. Tylko najpierw wezmę prysznic.
- To ja pojadę do siebie to hotelu i przyjadę za godzinę.
- Okej, do zobaczenia. - Dała mi buziaka w policzek i odeszła w przeciwną stronę. Tak, zdecydowanie dzisiejsza noc mi się podobała i z chęcią bym ją powtórzył. Dobra Leto stop, najpierw do siebie się umyć, potem będziesz fantazjować. Zabrałem z sypialni resztę moich rzeczy, marynarkę z krzesła i wyszedłem. O tej porze o dziwo nie było tak trudno złapać taksówkę, zdążyłem stanąć na chodniku i za chwilę jedna z nich podjechała. Mój Hotel znajdował się spory kawałek od jej mieszkania, więc dojechanie na miejsce trochę mi zajęło. Między czasie w moje kieszeni wibrował telefon. Esemes od Lizz. Rany zdaję się jakbym wieki z nią nie rozmawiał, ale nie będę do niej dzwonił, może jest zajęta, albo coś. Po za tym ona jest jedną z tych osób, z którymi nie lubię rozmawiać telefonicznie, zdecydowanie wole rozmowę na żywo.
" Hej! Jak tak się bawisz? Mam nadzieję, że dobrze bo już się za wami wszystkimi stęskniłam. Chciałabym żebyś wpadł do mnie na kolację jutro, będzie fajnie poopowiadacie mi z El i Shann'em jak było. Tomo z Vicky tez będą. Będzie mi miło jak wpadniesz."
O kurczę no. Akurat jutro? Wtedy właśnie wylatuje. No trudno, wpadnę do niej jak wrócę, w sumie to się za nią stęskniłem. Już nie zdążyłem odpisać bo samochód dojechał do celu. Zapłaciłem i poszedłem się odświeżyć przed wyjściem...