Dream out loud

Dream out loud

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 7

~ Heeej! Ktoś to w ogóle czyta jeszcze? Gdzieś tam w głębi mnie mam nadzieje że tak ;) Myślę, że oddajecie głosy na 30 Seconds To Mars na mtv.pl/stars ? :D  I taka mała informacja, że kolejny rozdział może pojawić się z opóźnieniem bo nie będę miała za bardzo w przyszłym tygodniu laptopa do dyspozycji, więc albo w przyszły czwartek nie będzie nowego rozdziału albo zepnę poślady i dam rade napisać to nowy rozdział pojawi się jeszcze w te sobotę. Po raz kolejny życzę miłego czytania :)



Lizz:
Zaczął się nowy miesiąc, a co za tym idzie w parze? Oczywiście wypłata. Wyszłam z pracy gdy tylko na zegarze wybiła godzina 18:00. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam prosto w stronę najbliższego bankomatu. Przyznaje szczerze przed samą sobą, nie układa mi się ostatnio. Ciągle zalegam z opłatami przez co właściciel lokalu bywał ostatnio u mnie stałym gościem by po marudzić jak to jest nie źle opóźniać się z zapłatą. Wypłaciłam całą swoją miesięczną należność, nie było co czekać więc po drodze wstąpiłam na pocztę opłacić dłużne należności za prąd gaz itd między innymi również za to cholerne mieszkanie... Następnie zakupy i można wracać do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg domu zrzuciłam z siebie torbę i buty. Po kolejnym ciężkim dniu pracy marzyłam tylko by położyć się na mojej najwygodniejszej w świecie kanapie a, jak to mówią marzenia trzeba spełniać. Po chwili było już tylko słychać odgłos zapadającej się sofy pod moim ciężarem. Już nie czułam takiego bólu, siniaki zaczęły zanikać, czego niestety nie mogę powiedzieć o problemach otaczających mnie niemal z każdej strony. Tak tym mogłam się szczycić. Kyle, który mnie pobił, Mike czepiający się mojego, własnego życia, nowo poznany Jared, któremu właściwie nie wiem o co chodzi, właściwie to z tym jednym problemem się pożegnałam bo ostatnio się do mnie nie odzywał, może dlatego że zbyt bardzo na niego naskoczyłam? Nie wiem, może faktycznie trochę przesadziłam. Dołączyć do tego jeszcze totalny brak funduszy na życie tworzy mieszankę wybuchową. Wiele razy się nad tym zastanawiałam i chyba czas najwyższym wziąć to na poważnie. Czas podjąć się jeszcze jednej pracy, zbliżała się w końcu kolejna rata do zapłacenia na czesne. Wzięłam mojego już zużytego laptopa i zaczęłam szukać jakich ofert pracy. Wezmę dosłownie wszystko do czego będę się nadawała, jestem w takim kryzysowym położeniu, że na prawdę nie wiem już co począć. Miałam w komputerze juz gotowy plik, wystarczyło doklepać coś "w gratisie" w miare wiarygodnego i gotowe. Wysyłałam już chyba moje setne CV, pozostaje już tylko czekać na odpowiedź. Minęło kilka dni, a w mojej skrzynce mejlowej jak nic nie było tak nic nie ma nadal. Po prostu świetnie. Jak tak dalej pójdzie to skończę pod najbliższym mostem. Dlaczego wszystko musi się tak walić!!! Żeby to jeszcze jedno po drugim ale nie, bo całe zło świata musi przyjść w tym samym czasie by tylko jak wrócisz spokojnie domu dostać załamania nerwowego. Już dłużej nie wytrzymam sama w tym domu. Chwyciłam za bluzę i wyszłam. Właściwie to nie wiedziałam gdzie idę, chciałam po prostu się gdzieś powłóczyć, może poprzez to odciąć od problemów. Było coraz chłodniej, a że mój nastrój dzisiejszego dnia tak czy siak był rozstrojony to weszłam do najbliższego klubu, który napotkałam. Pierwszy jest zawsze najlepszym wyborem, tak też było tym razem, wystrój był niczego sobie, muzyka tak samo, brakowało tylko jednego czynnika by ten dzień stał się chociaż odrobinę lepszym, a mianowicie alkohol. Nie namyślając się, kierowałam się prosto w stronę baru.
- Co podać?
- Coś na doła, brak kasy i ogółem walące się życie. Masz coś takiego?
- Uuu ciężko będzie, ale na początek dam ci coś zwyczajnie mocnego. - Tak jak sobie zażyczyłam dostałam wypełniony bo brzegi kieliszek z nie do końca znaną mi zawartością, ale co ja tam się będę przejmować gorzej niż jest nie będzie.
- To opowiedz mi co się takiego dzieje że "życie ci się wali"? - zapytał tak jak to na barmana przystało, dociekać problemów innych ludzi, a mi o dziwo wcale nie przeszkadzało chwilowe wylanie żalu na zupełnie obcą mi osobę.
- A wiesz taki standard, zazdrosny chłopak, czepliwy szef, brak pieniędzy na cokolwiek, takie tam standardy.
- Skąd ja znam te gadki, nie ty pierwsza tu siedzisz z taką opowieścią.
- Życie barmana mówisz?
- Oj tak. Mówiłaś że nie masz pracy, prawda?
- Znaczy prace mam, ale zarabiam za mało nie starcza mi na wszystko.
- A masz coś konkretnego na oku?
- Właśnie nie, wzięłabym cokolwiek, ale na żadne z moich zgłoszeń do pracy nie odpowiedzieli tak jak bym sobie tego życzyła...
- To powiem ci ciekawą rzecz, że znalazłbym coś dla ciebie.
- No co ty? Na serio?! Człowieku życie byś mi uratował!
- Tylko, że ta praca nie jest taka zwyczajna jakby się wydawało...
- Co masz na myśli?
- Zaczekaj tu... - Odszedł od baru i poszedł gdzieś na jego tyły. Co on ma na myśli, o jaką pracę mu konkretnie chodzi, że aż tak się przejął? Trochę się przeraziłam, ale tak jak powiedziałam jestem na krawędzi więc nie ma drogi odwrotu, wezmę cokolwiek zaproponują. Odwróciłam się w stronę tłumu. wszyscy się świetnie bawili. Widziałam tańczących, pijanych ludzi, nie wiem nawet czy się znali ale wyraźnie było widać, że wszyscy bawią się w najlepsze. Co to były za dobre czasy kiedy chodziło się na imprezy w każdy weekend. Zdecydowanie za szybko stałam się samowystarczalna, ale nie miałam innego wyjścia, życie mnie do tego zmusiło. Odrobinę humor mi się poprawił, poddałam się muzyce, palcami zaczęłam wystukiwać rytm. Trwało to niestety krótko gdyż barman wrócił z nieco mrocznym, tajemniczym mężczyzną, był ubrany cały na czarno, na jego czole widać było małą strużkę potu, ale mimo to mężczyzna wyglądał na pewnego siebie.
- Jeśli nadal twierdzisz że weźmiesz każdą robotę, to pogadaj z nim, tak się składa że on kogoś takiego szuka...
- Witaj, jestem Jake Martin, miło mi cię poznać.
- Witam jestem Elizabeth Gartner.
- Słyszałem, że szukasz pracy.
- Jeszcze jak...
- Czyli widzę że świetnie trafiłem.
- Tak, wezmę dosłownie wszystko, po prostu potrzebuje pieniędzy.
- Jestem w stanie przyjąć cię od zaraz, ale musisz koniecznie spełnić jeden warunek.
- Jaki?
- W tej pracy, wymagana jest całkowita dyskrecja.
- To nie problem, tylko właściwie na czym ona będzie polegała.
- Będziesz doręczycielem.
- Doręczycielem? I to wszystko?
- Właściwie to tak. Tylko powinnaś w zasadzie wiedzieć, co będzie towarem...
- Mianowicie?
- Narkotyki. - Teraz wszystko układało się w całość, od początku ten koleś wydawał się dziwny to zachowanie, pocił się cały czas, ta tajemniczość. Był narkomanem. A ja miałam dla niego dostarczać narkotyki. Nie wycofam się teraz, potrzebuje tych pieniędzy...
- To jak będzie? Zgadzasz się? Oczywiście rozumiem jeśli odmówisz, to nie będzie łatwe zadanie.
- Zgadzam się.
- W związku z tym witam w branży panno Elizabeth.
-  Taaak, też się ciesze... To kiedy zaczynam?
- Będziesz tu przychodzić co wieczór, jeśli nie będziesz mogła przyjść to po prostu napisz, zadzwoń czy coś,  nic takiego się nie stanie jak się spóźnisz bądź czasem nie przyjdziesz, to bardzo elastyczna robota.
- Tym lepiej dla mnie.
- A to taki mały prezent ode mnie na dobry początek i na odwagę a uwierz dla początkującego się przyda. - Poczułam jak jego ręka sięga to kieszeni mojej bluzy i zaraz po tym coś w nią wpada. Chciałam od razu sięgnąć i zobaczyć co to jest ale ruchem ręki pokazał mi żebym odłożyła to na później. Postanowiłam zamienić z moim pracodawcą jeszcze kilka słów właśnie na temat mojej nowej pracy, jak mam się zachowywać przy klientach, co przy nich mówić, takie tam standardowe kwestie. Zamówiłam sobie jeszcze jedną kolejkę i zdecydowałam się powoli zbierać się do domu, albo w każdym razie gdziekolwiek byle wyjść. Przekroczyłam próg klubu i od razu uderzyła we mnie przyjemna fala chłodu. Pomyślałam, że nie chce jeszcze wracać a wcale nie jest tak strasznie zimno, więc mały spacer mi nie zaszkodzi. Powoli spacerując, doszłam aż do samej plaży. Zawsze uwielbiałam ten widok rozbijających się fal o brzeg. Zdjęłam buty i zaczęłam spacerować po wilgotnym piachu wzdłuż piaszczystej plaży. Byłam w o wiele lepszym nastroju niż dzisiaj rano, udało mi się znaleźć źródło dochodów. Mniejsza z tym, że jest ono najlepszej jakości ale zawsze coś. Jedno jest pewne,że nie chciałabym aby ktokolwiek z moich znajomych się dowiedział w co się pakuję, źle to by się mogło skończyć. Mike zaraz by mi dał kazanie na temat życia, jakie to ono jest cenne i co ja sobie wyobrażam, a w najgorszym wypadku to by mnie po prostu zwolnił, bo ma do tego prawo. Ellie w sumie to nie wiem co by zrobiła, też za pewne usłyszałabym od niej ochrzan. O a to to już w ogóle ciekawostka co by na to powiedział mój nowy znajomy Jared. Pewnie jak przy ostatnim razie strzelił by focha, że go po ludzku spławiłam, chociaż sama do tej pory nie wiem czy słusznie zrobiłam, faktycznie on się tylko pytał a ja, jak to w moje naturze bywa olałam go. Sumienie zaczynało dawać się we znaki, a jeśli ono już się odezwało to musiałam na prawdę popełnić błąd bo zawsze milczało we wszystkich innym sprawach. Trzeba będzie to jakoś załatwić... Moje głębsze rozmyślania przerwała dziwna, mała rzecz znajdująca się w kieszeni mojej bluzy. Przypomniałam sobie jak niespełna dwie godziny temu mój szef wrzucił mi coś do niej. To była mała działka kokainy lub amfetaminy nie byłam pewna. Tak przyznaje nie było mi to obce, jak byłam nieco młodsza zdarzało mi się sięgać po tego typu używki, ale to bardziej w celu towarzyskim niż dla nałogu. A w tym wypadku, była by to idealna forma ucieczki od problemów i pomoc w wykonywaniu nowego "zawodu".  Nie tracąc czasu, delikatnie otworzyłam pakunek i wciągnęłam niewielką ilość substancji. Na efekt nie musiałam czekać długo. Tak, brakowało mi tego, przypomniały mi się dawne, lepsze czasy, gdy życie tak nie doskwierało. Usiadłam na piasku by uniknąć wywrotki, odzwyczaiłam się i trochę zakręciło mi się w głowie. Morze wydawało się jeszcze piękniejsze niż przed chwilą, szum fal grał jak najprawdziwsza muzyka. Tak zdecydowanie tego mi było trzeba. Tylko ja i piasek. Siedziałam tam jeszcze około pół godziny i zaczęłam podnosić, czas najwyższy wracać do domu. Szłam spokojnie rozświetlonymi ulicami miasta, podziwiając wyostrzone widoki. Zapomniałam jakie po tym są piękne widoki. Powoli już dochodziłam pod blok, w którym mieszkałam i pod samymi drzwiami zobaczyłam dwie postacie. W sumie nic dziwnego ale zbliżałam się coraz bardziej i zobaczyłam, że stoją tam nie kto inny jak Kyle wraz Jared'em. I żeby to jeszcze stali, jeden drugiego zaczął popychać, z daleka można było usłyszeć serie ładnych wyzwisk i przekleństw. Podbiegłam i natychmiast stanęłam między nimi bo doskonale czułam czy to się może zaraz skończyć.
- Ty sukinsynie przeleciałeś mi dziewczynę!
- Człowieku, nie znam cię i nawet nie wiem o co ci chodzi!
- O serio?! A to z mojego domu wychodziła na zdjęciu?
- Hej! Przestańcie!
- O patrzcie kto przyszedł, może ty co powiesz na ten temat. No proszę, przyznaj się tu i teraz jaka z ciebie niewierna dziwka.
- Jak śmiesz tak się do niej odzywać?!  - Zrobił lekki krok do przodu dając po sobie znać że jeszcze chwila i puszczą mu nerwy i zaatakuje. W tej chwili dłonie Kyle'a znalazły się na moich ramionach odpychając mnie mocno gdzieś w bok. Nie przejęłam się tym tylko od razu podeszłam do nich.
- Przestańcie! - Stanęli w niewielkiej odległości od siebie patrząc się na mnie wyczekując co zrobię dalej. Spojrzałam na poirytowanego Kyle'a i następnie na zezłoszczonego Jared'a. W końcu stanęłam centralnie przed Kyle'em. Mam już tego serdecznie dość, w tej chwili miałam wszystko głęboko w dupie co będzie dalej, niech się dzieje wola nieba. Obejrzałam się jeszcze raz na wyczekującego całej sytuacji Jared'a, który spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem, i próbował odgadnąć co mam zamiar zrobić. Głęboki wdech i jedziemy.
- Tak masz racje Kyle, masz całkowitą racje. Przespałam się z Jared'em! Mów sobie co chcesz, ja już mam tego wszystkiego dość! Nie będę więcej przez ciebie cierpiała! - Przed oczami stanęła mi ciemność. Kiedy kolejny raz otworzyłam powieki zobaczyłam małe, niebieskie, migoczące światła. Zaczęło do mnie wszystko powoli docierać. Ktoś do mnie mówił ale nic nie rozumiałam, wszystko była jak pod wodą, istny bełkot. Zamrugałam kilka razy, obraz zaczął mi się powoli wyostrzać. Przede mną siedział Jared i to najwyraźniej on próbował do mnie mówić.
- Lizz, słyszysz mnie?! Boże Lizz ocknęłaś się! Powiedz już lepiej? Wzywać pogotowie? - Nie mogłam wydusić z siebie słowa więc zdołałam tylko pokiwać głową, że jest dobrze, i nie wymagam takiej specjalistycznej pomocy. Po czym dostałam od niego chusteczkę higieniczną do rąk i dostałam instrukcje by trzymać ją przy nosie. Oczywiście nie sprzeciwiając się zrobiłam to co mi kazał i już po chwili zobaczyłam, że chustka jest cała czerwona od cieknącej mi ciurkiem z nosa krwi. Zdołałam się przekręcić na ławce, na której mnie usadowiono po czym zobaczyłam, że za mną stoi radiowóz policyjny, a w nim siedzi nie kto inny jak Kyle zabezpieczony w kajdanki. Jared jeszcze chwilę rozmawiał z funkcjonariuszem i podszedł w moją stronę.
- Chodź, już po wszystkim. Zaprowadzę cię do domu. Dasz rade iść?
- Tak, jasne. - odpowiedziałam zmęczonym głosem, i powoli podniosłam się z ławeczki. Szłam obok Jared'a powolnym krokiem, lecz nie powiem że nie sprawiało mi to trudności. Już po chwili poczułam jak Jared bierze mnie na ręce.
- "Dam radę iść sama", ta jasne. - zaśmiał się i szedł przed siebie prosto do drzwi bloku. - To, które mieszkanie?
- 38.
- Okej... - I tak jakby nie sprawiało mu to żadnego wysiłku wniósł mnie na pierwsze piętro. Otworzył drzwi i położył mnie na łóżku w mojej sypialni. Opatulił mnie szczelnie kocami, bo cała się trzęsłam, już nie wiem czy z emocji czy z zimna.
- Jared, ja ci to...
- Nic nie mów, jutro mi opowiesz. - Spojrzał na mnie z poważną miną i skierował się do drzwi sypialni.
- Jared?
- Hmm?
- Dziękuję... Za wszystko. - Na jego twarz wkradł się lekki uśmiech ale znikł wraz z jego właścicielem. Nie wiem co ja mu jutro powiem, ale już się tym tak nie martwiłam, byłam zbyt zmęczona dzisiejszymi wydarzeniami. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
Następnego dnia, gdy tylko się obudziłam czułam nie wielki ucisk w okolicach nosa. Widocznie Kyle musiał akurat w niego celować. Wyszłam z pokoju kierując się w stronę kuchni, ale zanim do niej dotarłam zobaczyłam śpiącego na kanapie Jared'a, nie przeczę widok był co najmniej dla mnie dziwny, no proszę was Jared Leto śpiący w moim domu, na mojej kanapie, dobre sobie. Postanowiłam jeszcze go nie budzić. Poszłam prosto po butelkę wody. Opróżniłam chyba połowę na raz.
- Mogę trochę?
- Jasne. - Widocznie musiał usłyszeć jak się przemieszczałam. Podałam mu butelkę wody. Między czasie spojrzałam na zegarek, była 10:12... ŻE CO?! Powinnam być w pracy jakieś wie godziny temu!!
Zerwałam się jak strzała, co nie umknęło uwadze mojemu gościowi.
- Co ty wyprawiasz?
- Strasznie cię przepraszam ale muszę wyjść, i tak już jestem spóźniona do pracy.
- Zadzwoniłem, i powiedziałem że cię nie będzie.
- Jak to?
- Znam ten sklep, gdy któryś ze sprzętów zacznie szwankować oddajemy go do was, a numer miałem w telefonie więc nie ma problemu.
- O dzięki, ratujesz mi skórę...
- A pro po ratowania skóry, to może mi opowiesz co to za akcja z tym kolesiem, i w ogóle co to za typ? - No dobra, weź się w garść, teraz to już musisz mu powiedzieć, nie ma odwrotu w końcu sam bardzo ryzykował więc wypadało by mu co nieco wyjaśnić. Nie panikuj. Nie poddawaj się. No dalej.
- No... A więc ten typ, z którym wczoraj mieliśmy małe porachunki to Kyle. W tej chwili mój były. Nie chce gościa już na oczy widzieć. A jak dobrze pamiętasz to gdy wychodziliśmy ostatnio z twojego domu, otoczyli nas fotoreporterzy. No i niestety na moje nieszczęście nasze zdjęcie wpadło do gazety i znowu na moje nieszczęście Kyle musiał je następnego dnia zobaczyć. A, że on jest bardzo władczym człowiekiem, i nie lubi kiedy coś wymyka się spod jego kontroli, co ja w tym wypadku zrobiłam. Musiał się na kimś zemścić, wyżyć, wyładować emocje itp to padło na mnie. - Patrzył na mnie zszokowany. Nie wiedział co ma kompletnie powiedzieć.
- A sporo już cudem udało mi się to powiedzieć, to chciałam cię tez przeprosić za to, że tak na ciebie naskoczyłam wtedy w sklepie... Ja nie chciałam, ja po prostu taka już jestem, że nie łatwo mi się przed kimkolwiek otwiera, nawet Ellie takich rzeczy nie mówię... Po prostu mam problem z otwieraniem się na ludzi...
- Ale mi wszystko powiedziałaś.
- Tak wiem to głupie, ale stwierdziłam, że tobie się należą wyjaśnienia...
- Doceniam to.
- A skoro to tym wszystkim mowa, to co ty tam robiłeś, no wiesz wczoraj przed blokiem?
- Też chciałem z tobą to wszystko wyjaśnić, że źle mnie zrozumiałaś.
- Nie musiałeś, ja zawiniłam.
- Jednak cieszę się, że przyszedłem. Kto wie co by ten popapraniec zrobił.
- Dziękuję ci jeszcze raz.
- Nie masz za co.
- A ty jesteś cały? Nic ci nie zrobił?
- Zdążył mnie uderzyć ale byłem sprytniejszy, jak to ja oczywiście, i opanowałem sytuacje.
- Nie no skromność to podstawa.
- To moje motto. - Atmosfera się rozluźniła, wszystko było już w porządku. Przegadaliśmy całkiem sporo czasu. Miło się rozmawiało, nawet temat Kyle'a nie wydawał się już taki ciężki. Dawno z nikim tak mi się nie rozmawiało. Po kilku godzinach niestety Jared musiał się zbierać, gwiazda rock'a wiadomo też ma pracę i musi do niej wracać, pożegnał się i wyszedł. Na co ja też zaczęłam się szykować, nie do sklepu muzycznego ale do nowej pracy, w dodatku nie zbyt bezpiecznej. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i udałam się prosto w stronę umówionego miejsca z moim szefem Mike'iem. Weszłam do środka i zajęłam jedno z miejsc przy barze, znajomy mi już barman pokazał w która stronę mam pójść. Wskazał mi jeden ze stolików nieco oddalonych od parkietu, gdzie już siedział mój nowy szef.
- I jak? Zdenerwowana?
- No może trochę...
- To masz, tak na odpędzenie nerwów bo po co to komu, tak na dobry początek znajomości taki mały prezent od firmy. - Po tych słowach uformował mi niewielką kreskę białego proszku. Nie zastanawiając się wciągnęłam wszystko. Potem tylko dostałam niewielka paczkę z wiadomą mi już zawartością oraz adres i do dzieła...




1 komentarz:

  1. Pewnie Nowa praca przyniesie wiele... Ciekawych zdarzeń. Świetny rozdział. :3

    OdpowiedzUsuń