Miłego czytania.
Lizz:
Nareszcie, nadeszła upragniona sobota. Mój ulubiony dzień tygodnia, dlaczego odpowiedź jest prosta, nie musiałam iść do pracy. Odkąd Mike zdecydował się na zatrudnienie praktykantki, miałam całe weekend'y wolne dla siebie i bardzo mi się to podobało. Jedyne to co robiłam w te dni to sprzątałam mieszkanie, czytałam książki, nawet zaczęłam uprawiać jogging co jest w ogólne do mnie lenia patentowanego nie podobne ale przy dłuższych zachętach mojej najlepszej przyjaciółki w końcu się jakoś przemogłam i przyznam że była to świetna decyzja, kondycje mam lepszą, schudłam nawet, i najważniejsze pozwala mi to o wszystkim zapomnieć, czasami każdemu się przydaje, no i oczywiście najważniejsze studia, tak studiuje zaocznie fotografię, jestem już na trzecim roku (w opowiadaniu te studia trwają tylko trzy lata) co oznacza że czas najwyższy wziąć się za prace magisterską, w prawdzie temat nie jest super ciężki ale jak chce się zaliczyć to trzeba się przyłożyć i włożyć w te fotki trochę serca, co oczywiście zawsze robiłam bo robienie zdjęć to moja druga miłość zaraz po pracy w sklepie, naprawianie instrumentów, czy sama pomoc zagubionym jeszcze w świecie muzyki ludziom w doborze sprzętu zgodnie z ich osobowościami. Tak to są rzeczy, które na prawdę w życiu mnie uszczęśliwiają. Dzisiejszy dzień był raczej spokojny, bezstresowy, słońce świeci, dobra muzyka w tle, herbatka, ciepły kocyk, Kyle się obraził i był zły więc raczej tego nie zakłóci... tak ogólnie mówiąc to żyć nie umierać! Kocham te słodkie chwile lenistwa, zresztą chyba jak każdy. Gdy tu nagle, jak na złość,co się dzieje? No oczywiście ktoś się musi dobijać do mojej osoby drogą telefoniczną, po jaką cholerę wymyślono telefony...
- Halo? - Zapytałam dosyć podirytowana że ktoś mi zakłóca spokój sobotniego popołudnia.
- Heej Lizz! - Ach no oczywiście, że też nie wpadłam na to, dzwoniła oczywiście Ellie.
- Hej hej, co tam ciekawego?
- A w sumie to dawno cię na oczy nie widziałam, może się spotkamy?
- Okej, też się stęskniłam, i mam sporo do opowiedzenia.
- To świetnie, bardzo się ciesze...
- Coś nie tak?
- A nie, nie... tylko wiesz nawiązując tego naszego spotkania....
- Mów, nie owijaj!
- Bo ja to już tak sobie siedzę parę ładnych minut w parku, tak w tym parku, w którym od jakiegoś czasu, w soboty umówione jesteśmy na spalanie tych małych, tycich, upierdliwych kalorii, które bezlitośnie włażą w dupę, czyli krócej bieganie! - Patrzyłam się jak opętana przed siebie w przestrzeń, zapominając że rozmawiam przed telefon.
- Boże zapomniałam!!!
- Wiem, wiem. Dlatego zbieraj te mizerne cztery litery i zapraszam na totalny work out, mamy dziś długi dystans do pokonania. - Nawet nie odpowiedziałam bo pobiegłam do sypialni po moje ulubione czarne dresy oraz odrobinę za duża koszulkę do biegania. zawiązałam szybko już nieco powycierane buty do biegów długo dystansowych i pognałam w stronę umówionego miejsca. Dobiegłam w ciągu 10 minut. Miałyśmy razem z Ellie już dość dobra kondycję by w czasie biegu móc rozmawiać ze sobą, więc nie marnując czasu Ellie opowiedziała mi co się działo u niej w przeciągu tygodnia, gdyż tyle się z nią nie widziałam, a potem ja ze szczegółami opowiedziałam co się działo u mnie, niczego nie mogłam pominąć, bądź co bądź moja najlepsza przyjaciółka była strasznie wścibska, ale już zdążyłam się przyzwyczaić. Przyznam czasami ta dziewczyna doprowadzała mnie do istnej furii, miała swoje humorki, i wścibiała nos dosłownie wszędzie. Co jeszcze o niej, pochodzi z całkiem zamożnej rodziny, niczego w jej życiu nie brakowało, do pracy chodziła żeby się nie zanudzić na śmierć w jej ogromnym mieszkaniu. No ale cóż ostatnio mam ciężki okres w moim życiu, a ona starała się mnie pocieszyć z pomocą Kyle'a i była przy mnie, dziwne że tyle wytrzymała, zwykle ludzie nie pałają chęcią nawiązania ze mną dłuższych znajomości. Po tym wnioskuję że warto mieć taką osobę w zanadrzu. Mimo wszystko bardzo ją lubię.
- Tak, tak, dalej to sobie wmawiaj że to był "wypadek" - wymawiając słowo wypadek zakreśliła w powietrzu cudzysłów.
- Oj weź skończ z tymi swoimi gadkami że "przeznaczenie" i inne takie bla bla bla, które robią ci wodę z mózgu. Musisz przestać czytać te durne romansidła czy co ty tam pochłaniasz...
- Sama powinnaś dać popis swojej wyobraźni, mogę ci nawet pożyczyć jedną świetną książkę, to zobaczysz o co mi chodzi.
- Weź przestań, sama się kiedyś przejedziesz na takim gadaniu, że istnieje ten jedyny, będziecie mieć dwójkę uroczych dzieci oraz na sam koniec będziecie wygrzewać stare tyłki na kanapie popijając ziółka i ogólnie to happy ever after. A jeśli ktoś złamie ci serce?
- A na to też jest rozwiązanie, zresztą jak na wszystko inne.
- Niby jakie?
- Kiedy ktoś ci złamie serce, daj mu z liścia, na serio, a potem idź na lody.
- I tyle? Lody?
- A co sobie wyobrażałaś? Super glue tutaj nie pomoże skarbie.
- Dobra jeśli kiedyś ktoś mi złamie serce to gwarantuję ci że pierwsze co zrobię pójdę na lody. - Powiedziałam to bardzo poważnie, a Ellie tylko spojrzała na mnie z miną zwycięzcy że w końcu udało mi się coś wpoić.
- A słuchaj, jakiś konkretny smak do tej twojej teorii? Bo wiesz jeszcze źle wybiorę i szlak wszystko trafi!
- Lizzy...raz byś mi zrobiła przyjemność i chociaż mogła udawać że wierzysz w to wszystko...
- Nie ma opcji, ja nie wierze w takie pierdoły... - Przebiegłyśmy całkiem spory kawałek, nie wiem dokładnie ile ale zaczynałyśmy się męczyć, więc najwyższy czas na powrót, po za tym zajęcia na uczelni zaczynały się nie długo. Po długich pogaduchach z Ellie, pożegnałam się z nią i przyspieszyłam w kierunki mojego bloku. Kiedy byłam na miejscu postanowiłam wziąć szybki, chłodny prysznic. Nie ma nic lepszego jak miły, przeszywający chłód zmęczone ciało. Wyszłam z łazienki ubierając się w czarne rurki i czerwony T-shirt a na to czarna koszula. zapinając guziki, zadzwonił telefon.
- Matko jeszcze się nie nagadałaś Ellie? - Usłyszałam szczery śmiech w słuchawce, nie było by to w ogóle dziwne gdyby to nie był męski śmiech, bardzo zbiło mnie to z tropu.
- Mam na imię Jared jeśli jeszcze pamiętasz, ale w ostateczności jeżeli prościej jest dla ciebie Ellie to nie ma żadnego problemu... - Kolejna salwa śmiechu z jego strony. W przeciwieństwie do niego, ja paliłam się ze wstydu, matko ale wtopa.
- O matko... kurcze, no wtopa, przepraszam nie spojrzałam na wyświetlacz zanim odebrałam... Jared. - Dodałam szybko, by nie wyszło jeszcze durniej niż jest.
- Nie no wiesz, na serio jak masz z tym problem, to nazywaj mnie jak ci wygodnie.
- Dobra, dobra. Już wyśmiane. - Sama zaczęłam się śmiać bo już nie wiedziałam jak się zachować.
- Dzwonie w jednej konkretnej sprawię.
- Jakiej?
- Masz ochotę na jakąś kawę czy coś w ten deseń?
- Jasne, a kiedy? - Odpowiedziałam bez wahania.
- No nawet za 10 minut.
- Uuuu...Nie bardzo...
- Dlaczego?
- Idę na uczelnię.
- Studiujesz? Super! A mogę się zapytać co?
- Fotografię. - Zapadła chwilowa cisza.
- Hmmm. A to się dobrze składa.
- Niby czemu?
- A nie, już nic. Nie ważne, dowiesz się niedługo. Dobra muszę już kończyć. Do zobaczenia Lizz!
- Okeeeejjj. Nie wiem o co ci chodzi, ale do zobaczenia!
O co mu chodziło? A kto by miał czas zgadywać, temu gościowi po głowie mogło chodzić dosłownie wszystko... Spojrzałam na zegarek, za chwilę miałam autobus. Wzięłam torbę a w niej aparat fotograficzny, telefon, słuchawki jak zawsze, jabłko, portfel, i mogłam ruszać. Od mojego mieszkania do uczelni było około 40 minut drogi. W tym czasie słuchałam muzyki na cały regulator telefonu, co z tego że bębenki mi pękały, ale niektórych piosenek nie da się po prostu słuchać po cichu. Kiedy dotarłam do celu, przekroczyłam, duże drewniane drzwi i skierowałam się do sali zajęć. Czułam lekki stres, bo to dokładnie dzisiaj miałam się dowiedzieć jaki otrzymam temat pracy magisterskiej. Matko, a jeśli wylosuję coś okropnie trudnego... No nie dam rady, z moim szczęściem to dostanę coś wręcz niewykonalnego. Ale cóż jak to mama mawiała trzeba wziąć byka za rogi. Oj tak... trzeba było.Weszłam do sali spokojnym krokiem, zajęłam miejsce gdzie prawie przy końcu. po chwili na salę wszedł profesor, przywitał się ze studentami i zaczął opowiadać co nieco czego od nas wymaga. Następnie wziął do rąk przezroczystą kulę, w której znajdowały się różnego koloru kartki. Kazał nam podejść i wziąć jedną z nich. Moi znajomi przede mną byli zadowoleni ze swoich tematów, widać to było po ich minach, ale byli tez tacy co pod nosem wyklinali dzień, w którym wybrali ten kierunek studiów.Moja kolej, cóż... co będzie to będzie.Wzięłam kartkę koloru zielonego a na niej było napisane:
"Prawdziwa radość w obiektywie"
Pierwsza myśl, kurcze łatwo nie będzie. Ale jak by się dłużej zastanowić... w sumie do zrobienia. Jakoś to będzie, i ponownie zajęłam miejsce na tyłach sali. Profesor wrócił do prowadzenia zajęć i wyjaśnił nam czego dokładnie wymaga by praca zawierała.
- Właśnie wylosowaliście swoje tematy prac, mam nadzieje że im podołacie, a nie sądzę by były jakieś większe problemy. No ale, tak czy inaczej, zaprosiłem tutaj gościa specjalnego, by specjalnie dla was opowiedział co nieco o tematach prac, bo po nie kąt większość łączy się ze sobą. Jest to mój stary, dobry znajomy, który zna się na fotografii i wie co zrobić by wyciągnąć na zdjęciu to co powinno wyjść Później możecie zadawać pytania. Zapraszam! - Krzyknął wykładowca, a do sali weszła ostatnia osoba, której bym się tutaj spodziewała... Jared, tak ten Jared Leto. I w tym momencie olśniło mnie o czym mówił "A to się dobrze składa", podstępny typ. Wszedł na sale, przywitał się z nami, zamienił kilka słów na osobności z naszym opiekunem i można było dostrzec że biega wzrokiem po studentach, nagle jego wzrok spotkał się z moim. Od razu szeroko się uśmiechnął, na co tylko bez warunkowo odpowiedziałam lekkim uśmiechem. Następnie Jared zajął miejsce na krześle, siedząc twarzą skierowaną w naszą stronę, i zaczął opowiadać jak on to widzi. Ja jak już przywykłam na zajęciach, wyciągnęłam notatnik, ołówek i zaczęłam coś w nim kreślić. Łatwiej w taki sposób było mi się skupić słuchając takich wykładów. Ale widać niektórzy jeszcze za mało o mnie wiedzą...
- Tak chciałem tylko przypomnieć, że jeżeli komuś się nudzi, lub nie podoba mu się to o czym ja mówię, to śmiało, droga wolna, ja tu nikogo nie trzymam. - Gdy to powiedział zorientowałam się że chodzi o moją osobę, podniosłam wzrok znam kartki, a jego spojrzenie było skierowane centralnie na mnie, błąd, wszyscy się na mnie gapili. To było dla mnie dość niezręczny moment więc odłożyłam notatnik i pokręciłam głową na tą całą sytuację. Postanowiłam do końca wykładu siedzieć oparta o krzesło udawając że jestem niezmiernie zainteresowana. Gdy Jared skończył, wszyscy zaczęli zadawać pytania, bardziej po to by zabłysnąć panu sławnemu Leto niż pytać bo na prawdę tego potrzebują. W końcu było już po wszystkim, można było spokojnie wyjść z sali czułam się skonsternowana tą sytuacją. Szłam właśnie przez korytarz zmierzająć do wyjścia, gdy wiadomo kto za mną krzyknął.
- Lizz, czekaj! - Zatrzymałam się zgodnie z prośbą i spojrzałam na niego z obojętnym wyrazem twarzy.
- Czego chcesz?
- Coś się stało?
- Czepiasz się po prostu.
- Oj weź przestań, przepraszam. Chciałem żebyś coś z tego wyniosła, zamiast jakichś bazgrołów w zeszycie.
- Jeeeju dzięki za troskę.
- Zawsze do usług. - Dodał zadowolony. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, przed budynkiem czekała na mnie Ellie samochodem, jak zawsze zresztą by pojechać do niej do domu.
- To co jakaś kawa?
- Wiesz nie bardzo przyjaciółka na mnie czeka. - Wskazałam na Ellie opierającą się o samochód.
- Aaa... rozumiem. No tak czy siak, to może chciałabyś skoczyć z koleżanką na imprezę dziś wieczorem? Będzie fajnie, poznam cię z moim bratem jeśli chcesz, pogadamy w końcu trochę dłużej...
- No może wpadniemy...
- Świetnie! Namiary podam sms'em
Pożegnałam się z Jared'em i poszłam w stronę przyjaciółki. Ellie nie interesowała się zespołami takimi właśnie jak 30 Seconds To Mars, to był raczej typ dziewczyny czytającej Glamour lubiącą zakupy itp.
- Rany, co to za facet?
- To ten od koszulki.
- Serio?! Matko, i co tam nowego?
- Zostałyśmy zaproszone na imprezę dziś wieczór i się tak właśnie zas...
- Idziemy.
- Nawet nie dałaś mi skończyć.
- Nie ważne, idziemy.
- Skoro tak ci na tym zależy...
Dojechałyśmy do mieszkania Ellie. Nie chciało się już wracać nam do mojego więc, pożyczyła mi jedną z miliona swoich pięknych sukienek, nie lubię sukienek ale akurat jej były śliczne, miały tak jakby swój charakter, wszystkie z nich idealnie pasowały do ich właścicielki a niektóre nawet do mnie. Międzyczasie Jared podesłał mi namiar klubu. A my kończyłyśmy układać włosy i robić makijaż. Szybko się ogarnęłyśmy i pojechałyśmy na wskazane mi miejsce w wiadomości. Klub na szczęście nie był aż tak daleko, dotarłyśmy na miejsce bez problemów. Wstęp był wolny, więc weszłyśmy wolnym krokiem do środka. Ciemne klimaty, takie jak lubię, gdzieniegdzie neonowe dodatki oraz dobrze oświetlony i wyposażony bar. Nie marnując czasu zamówiłyśmy razem z moją towarzyszką pierwszego drinka na rozluźnienie.
Jared:
- Kogo tam tak szukasz?
- Mówiłeś coś?
- Pytam się ciebie, kogo tak uporczywie szukasz w tym tłumie, to zaczyna się robić irytujące...
- A to niespodzianka, się zdziwisz jak zobaczysz. - zamówiliśmy kolejną kolejkę tequili i wróciłem do wypatrywania Lizz. A może olała zaproszenie, nie przemyślałem tego, fakt faktem że po co by miała przyjmować zaproszenie, nie jestem z nią w jakichś bliskich kontaktach więc spokojnie mogła zdecydować się robić coś innego w jej wolny wieczór. Ale zaraz.... Jest. A jednak przyszła, siedziała przy barze z ta samą dziewczyną, która czekała na nią pod uczelnią i obydwie sączyły jakieś kolorowe drinki. Obie wyglądały pięknie. Postanowiłem pójść po nie żeby usiadły razem z nami.
- Widzę że zdecydowałaś się przyjść. - Lekko zdezorientowana odwróciła się i uśmiechnęła.
- Jared, hej! No nie było nic lepszego do roboty to postanowiłam przyjść. O właśnie! Poznaj Ellie to jest Jared, Jared to jest Ellie, no to już się znacie. - Przywitała się ze mną z widoczną radością na twarzy, miła odmiana po ostatnich spięciach. Przy okazji przedstawiła mi swoją przyjaciółkę, która z twarzy tak samo jak Lizz wyglądała na bardzo miłą dziewczynę oraz odchodząc od tematu również była bardzo ładna...Będąc już przy barze zamówiłem coś mocnego dla mnie i Shannon'a i zaprowadziłem dziewczyny prosto do naszego stolika w strefie V.I.P, który pozwalał na trochę prywatności no i oczywiście można było w miarę normalnie porozmawiać.
- Proszę, proszę... Kogo to moje oczy widzą. Gdy mówiłeś "niespodzianka" nie myślałem że aż tak mnie zaskoczysz.
- A jednak, no mniejsza. Shannon to jest Lizz, którą widziałeś już na koncercie, a to jest Ellie, jej przyjaciółka. - Shannon niczym prawdziwy gentleman, wstał i ucałował w dłoń obydwie przed chwilą przedstawione mu osoby, oczywiście dla popisu a jakby inaczej. Po czym usiedliśmy na kanapach i zaczęliśmy rozmawiać w sumie to o wszystkim o czym się dało, razem z moim bratem chcieliśmy jakoś bliżej je poznać. Zamówiliśmy od razu całą butelkę wysokoprocentowego trunku, tak na rozwiązanie języka i na rozluźnienie. Nie trzeba było długo czekać na efekty, bo już po parunastu minutach wszyscy ruszyliśmy na parkiet, bawiliśmy się świetnie, zero wstydu, pełen luz. Muzyka była dosyć szybka, zmęczyliśmy i już po kilku kawałkach udaliśmy się w stronę naszego stolika by kontynuować naszą nocną libacje przeplataną rozmowami trochę o nas trochę o naszych towarzyszkach. Na prawdę dawno tak dobrze się nie bawiłem w nowo poznanym towarzystwie, ale jak to niestety bywa na takich posiedzeniach bogatych w alkohol.... pyk i film się urywa, o wszystkim się zapomina i nie kontroluje się tego co przyjdzie do głowy automatycznie robi się wszystko, nawet te najgłupsze i niedorzeczne rzeczy, których normalnie by się nie zrobiło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz